Wczorajszej nocy byłem w lesie. Spadł pierwszy, tegoroczny śnieg z prawdziwego zdarzenia. Przy świetle latarki, pomiędzy czarnymi konturami buków odcinających się od białego tła, wracałem na przystanek. Nagle moją uwagę przykuł siedzący naprzeciwko nieruchomy, czarny pies. Gdy podszedłem bliżej, pies okazał się powykręcanym pniakiem. Kilka dni temu, w środku dnia, jak również w środku miasta, przechodziłem przez torowisko kolejowe. Kątem oka dostrzegłem siedzącą na torach postać. Po uważniejszym przyjrzeniu się, okazała się fragmentem semafora. Krzysztof Szlapa porusza się po świecie, od lat zbierając z pomocą aparatu fotograficznego rozmaite impresje.
Raz są to eksplodujące na tle nieba korony drzew, innym razem mapy asfaltowych nawierzchni parkowych alejek czy ujrzane sumim okiem oniryczne wizje aparatu otworkowego. Zazwyczaj jego poszukiwaniom zdaje się przyświecać wyraźnie sprecyzowany plan. W określony sposób snuje swoje semantyczne opowieści, częstokroć odrzucając to wszystko, co z przyjętym wątkiem narracyjnym zgodzić się nie chce. Odkładane czy odrzucane, prędzej czy później upomni się jednak o swe prawa, asemantyczna opowieść przypomni się swemu narratorowi, domagając się swego odbiorcy. Spośród szumów, zlepów, ciągów – na światło dzienne, wyjdą Widziadła.

Paweł Graja