To była zima podczas której śnieg był rzadkim, niespodziewanym gościem, tak nikłym, iż wydawałoby się, że nie pozostał po nim żaden ślad. Szarość, mgła, cienie w ciemnościach, zimne, asfaltowe ścieżki w parku. To była szalenie ciepła zima, „letnia” zima wywołana ptasią zmową, by nie lecieć za ocean, patrzyliśmy więc na Nasze zaskakująco czyste, suche buty i stąpaliśmy twardo po tej nieprzyjaznej, odmienionej ziemi. Gdzieś w tym zastygłym krajobrazie, gdy trzeba było spuścić pokornie głowę i przyznać, ile już zim minęło, Krzysztof dostrzegł pozytywną refleksję o zapisie w Nas i na Nas, który nie przemija, lecz odciska na nas piętno, zostawia swoisty, niezatarty ślad, kształtuje zewnątrz i wewnątrz. Jesteśmy reliefami naszych doświadczeń, jesteśmy naznaczeni

zmarszczkami, które krzyczą – ja się śmiałem, ja płakałem, ja przeżyłem, ja zamykałem i otwierałem oczy, ja dostrzegłem, ja przeszedłem. Niegdyś stary znaczyło mądry, a było to wtedy, gdy w zimie śniegu padało po pas, a starzyk decydował, kto z domowników wyjdzie na dwór, wydepcze ścieżkę, odziany w tą jedną jedyną parę zimowych chodaków, szanowaną i trzymaną dla kolejnych pokoleń bosych stóp.

Katarzyna Stolarska