W zasięgu wzroku autora znajduje się wiele abstrakcyjnych metafor życia codziennego, można by wręcz rzec, idyllicznego. Lecz to zaledwie część jego sztuki. W zasięgu wzroku, rozumianego jako widzenie umysłem lub oczami duszy, ukazuje się o wiele bardziej dynamiczna i dramatyczna refleksja, którą wylewa, z właściwą sobie pasją, na swoiste blejtramy błon, a później papierów fotograficznych.

Nie może być inaczej, gdyż zarówno sztuka, jak i umysł, który jest jej twórcą, podlegają prawom wszechświata, a te znamionują wszelkie odmiany aktywności i jakości. Zachęcam do uważnego przyglądania się, a zarazem doświadczenia energii płynącej podczas interakcji na linii percepcji widz-twórca, bo przecież wystawa jest jego integralną, choć zaledwie ułamkową częścią.

W dziełach Krzysztofa Szlapy zdaje się niejako przebijać jego formalne, polonistyczne, wykształcenie. Próbuje on, za pomocą oczu, uchwycić nieustannie płynącą mowę rzeczywistości. Z drugiej strony, stara się komunikować z odbiorcą za pomocą języka obrazu, który także zdaje się posiadać swój rytm i melodię, zupełnie jak żywe słowa.

Polecam otworzyć się na ten dialog, by dołączyć do grona odbiorców smakujących sztukę obrazu bez pośpiechu i w pełni. Można by rzec – do dna. Ale czy ono będzie ostateczne? Czy też pojawi się jakieś kolejne? Na te pytania odpowie obraz i sam autor. Radzę jednak przystąpić do tego z szeroko otwartym umysłem i przymkniętymi oczyma, tak by zostawić sobie przestrzeń niedopowiedzenia i wrócić do tego niezwykłego materiału co najmniej kilka razy, bo, zaiste, jest tego warta.

Czapki z głów, Panie i Panowie, oto nadchodzi nowe, w najlepszym wydaniu, czyli wystawa W zasięgu wzroku… Krzysztofa Szlapy.

Dziękuję, to byłem ja Adam Klonek, uszanowanie dla trenera;)
felietonista miesięcznika Szaman